
Wstępniaczek
Zdaję sobie sprawę, że poruszałem tę tematykę w poprzednim wpisie, ale chciałbym ją jeszcze trochę rozwinąć. Sam do końca nie mogę w to uwierzyć, że człowiek bez żadnego profesjonalnego przygotowania, traktujący szkło jako hobby może pchnąć swój rozwój tak daleko.
Jak już dobrze wiecie, moja przygoda ze szkłem zaczęła się kilka lat temu. Na początku były to jedynie proste projekty, takie jak małe kwiatki czy ptaszki. Jednak z każdym nowym wyzwaniem odkrywałem nowe techniki i możliwości. Dzięki pasji i determinacji udało mi się opanować różne metody obróbki szkła, co zaowocowało coraz bardziej skomplikowanymi projektami. W ciągu tego czasu poznałem również wiele utalentowanych osób, które inspirowały mnie do dalszego rozwoju. Mam nadzieję, że moja historia zachęci innych do podjęcia własnych wyzwań i zachęci do rozwoju.
Rozwój i doskonalenie na własnych zasadach
Nie raz wspominałem, że nie posiadam podstaw teoretycznych, żeby robić to, co robię. Wydawałoby się więc, że nie ma prawa to zadziałać. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że podstawowe informacje takie jak sposób trzymania noża do wycinania szkła oraz wskazanie włącznika szlifierki i lutownicy w zupełności wystarczą, żeby zacząć. Nie będę ukrywał, początki nie były łatwe… . Narastająca złość i frustracja pojawiały się, gdy nawet najprostsze czynności nie wychodziły po raz n-ty. W takich chwilach myślałem o szkoleniach czy warsztatach. Jednak zawsze przeważało przeświadczenie, że najlepszym sposobem na rozwój umiejętności jest metoda prób i błędów. I tego trzymam się do dziś. Każda porażka to krok do przodu. Z czasem odkryłem radość w tworzeniu oraz satysfakcję z osiąganych efektów. Wiem, że to podejście nie jest do końca profesjonalne, ale tak zaczynałem i póki co nie zamierzam tego zmieniać. Kto wie, może kiedyś mi się odmieni. Ale z pewnością jeszcze nie dziś.
Pierwsze śliwki robaczywki
Gdy pierwsze, najgorsze prace miałem już za sobą, a niechęć z nimi związana zniknęła, poczułem się jak mistrz świata. Witrażownictwo jeszcze bardziej stało się moją pasją, a ja sam – królem tej sztuki. Niestety, ta pewność siebie okazała się myląca. Rozwój wymaga ciągłego doskonalenia i pokory. Samozachwyt może prowadzić do stagnacji, a w najgorszym przypadku do regresji. Pamiętajmy, że każdy artysta/rzemieślnik musi zmierzać do ciągłego ulepszania swojego warsztatu. Na szczęście moje błogosławieństwo i przekleństwo zarazem, którym jest perfekcjonizm, szybko mnie otrzeźwił, dzięki czemu zacząłem dostrzegać swoje błędy i niedociągnięcia. Mogłem w końcu ruszyć z miejsca i kontynuować swoją drogę rozwoju. Dążenie do perfekcjonizmu stało się dla mnie motywacją do działania, a nie przeszkodą. To kluczowy krok w moim osobistym rozwoju. Choć nie ukrywam, są momenty, że staje się upierdliwym kompanem podróży.
Zapoznajcie się proszę z jednymi z moich pierwszych prac, które w moim ówczesnym mniemaniu, zrobiły ze mnie „króla” witraży.



Nie wiem co ja miałem wtedy w głowie, że uważałem, że wspiąłem się na wyżyny witrażownictwa 😅
Grunt to dostrzec swoje słabości i dążyć do perfekcji
Kiedy otrząsnąłem się z samozachwytu, dostrzegłem swoje słabe strony. Zrozumiałem, że to zdecydowanie nie jest poziom, na którym chcę poprzestać. Od tego momentu ze zdwojoną siłą zacząłem zgłębiać tajniki pracy ze szkłem. Dzięki temu moje umiejętności rozwijały się z każdą ukończoną pracą. Z każdym dniem zbliżałem się do poziomu, którym mogę się dzisiaj pochwalić. To był proces pełen wyzwań, ale każdy krok przybliżał mnie do perfekcji. Nastał w końcu moment, w którym musiałem zmierzyć się z „potworkami” przeszłości. Nadszedł czas na konfrontację z dawnymi słabościami i wątpliwościami. Musiałem zweryfikować, czy moje umiejętności naprawdę ewoluowały, czy może utknąłem w tym samym punkcie. To wyzwanie wymagało swego rodzaju odwagi, ale także wiary we własne postępy. Trzeba było spojrzeć wstecz, by lepiej zrozumieć przyszłość i dostrzec, jak daleko zaszedłem. Przyznaję, że nie jest to jeszcze poziom mistrzowski, ale rozwój jest zdecydowanie widoczny. Z resztą sami oceńcie.






Jak uważacie? Jest widoczny progres, czy znów wpadam w pułapkę samozachwytu?
Poniżej umieszczam jeszcze 2 przykłady wygranej „walki” z dawnymi „potworkami”.




Rozchodniaczek
Tak o to wygląda moja krótka historia, jak od laika, nie posiadającego żadnych podstaw teoretycznych, stałem się praktykiem. Z każdym dniem zdobywam nowe doświadczenia i szlifuję swoje umiejętności. Wciąż daleko mi do perfekcji i mistrzostwa, ale dzięki determinacji oraz samozaparciu zbliżam się do celu. W moim przypadku metoda prób i błędów okazała się najlepszym rozwiązaniem. Nie wykluczam jednak w przyszłości zdobywania wiedzy i cennego doświadczenia od lepszych ode mnie. Nie zniechęcam również innych do rozpoczęcia swojej drogi z solidnym podłożem teoretycznym. Uważam jednak, że metoda, którą wybrałem ma tę przewagę, że nie zamyka umysłu na niekonwencjonalne rozwiązania i nie zmusza do kroczenia z góry utartymi ścieżkami. Zachęcam Was, z całego serca, abyście rozpoczęli własną przygodę związaną z waszymi zainteresowaniami i pasjami. Nigdy nie wiadomo, co może z tego wyniknąć! Czasami najciekawsze odkrycia rodzą się właśnie z chęci eksploracji i eksperymentowania.
p.s. komentarze oczywiście są do Twojej dyspozycji 😉
